Bezdechem
Bliżej już stać nie mogłem,
lecz dość, by cudu ogromem
zapłonąć, i mimo że zmokłem,
żar w sobie tliłem przez moment,
wpatrzony w szczytu koronę.
Dziś, gdy już wichry nie cisną,
równiny zaś cieszą oddechem,
aura i serce pozwala
spoglądać w stronę, gdzie stała,
ku mnie wyciągając rękę.
Na próżno, nie mogłem bezdechem
z szerpami się równać orężem.